Ania Warzecha

DIY blog

Page 2 of 3

Good bye 2016!

Z moimi zakończeniami roku nigdy nie wiadomo jak będzie. Niektóre są pełne planów i tylko czekam, żeby stary rok już sobie poszedł, a niektóre, tak jak ten, wyglądają jakby nic się właściwie nie działo i jakbym stała w miejscu.

Przeglądam zdjęcia i wygląda na to, że to był rok robienia rzeczy po raz pierwszy:

  • Spróbowałam pływania kajakiem na wyjeździe integracyjnym (gonił nas też łabądź i wpieprzyliśmy się w krzaki razem z dwoma innymi kajakami bo był pościg).
  • Zostałam zabrana na żagle i zrozumiałam, że to nie jest takie samoobsługowe jak mi się wydawało. Dość powiedzieć, że w 2017 planujemy wybrać się na dłuższe żeglowanie ❤
  • W końcu poszłam na biegówki. Nie trwało to długo, wyglądałam cudownie żenująco walcząc z nartami i kijkami, ale miałam mega frajdę, przełamałam jakieś tam swoje ograniczenia bo wybrałam się sama, i chętnie spróbowałabym znowu.
  • Kilka razy w tym roku zostałam niejako zmuszona do stania na rękach (na pole dance i na crossficie). Nogi nad głową robią mi wodę z mózgu i nie wiem czy kiedykolwiek stanie na rękach będzie dla mnie czymś komfortowym, ale odbyłam walkę ze swoimi demonami i nie było to takie znowu najgorsze.
  • Pierwszy raz wzięliśmy kota z dziurą w boku i ta zaraza jest teraz najukochańszą mruczką ever.
  • Spróbowałam ramen i okazało się, że bez sensu się tak przed tym wzbraniałam. Uwielbiam, mogłabym jeść jako niedzielny rosołek. Szkoda tylko, że bulion w moim wykonaniu to przynajmniej 5 godzin 😄
  • Porwałam się na kurs koreańskiego i po 6 tygodniach potrafię coś tam przeliterować w Hangul.
  • Zrobiłam sobie słoik szczęścia, do którego przez cały rok wrzucałam zdjęcia z miłych momentów, drobiazgi z wyjazdów czy rzeczy, które kojarzą mi się z ludźmi. Pocztówka, kawałek liścia ze spaceru czy bilet z koncertu, wszystko ląduje w słoiku. Teraz można to wrzucić do woreczka foliowego, podpisać 2016 i zacząć od początku.
  • Bardzo rzetelnie używałam YNAB i udało mi się po roku walk z budżetem dojść do etapu, że jednak dwie wypłaty spotykają się ze sobą na koncie, a aplikacja twierdzi, że wiek pieniędzy to 54 dni.  
image

Byłam też w Budapeszcie, na Majorce, w Krakowie, w Wiśle, na Mazurach, w Amsterdamie, w Szwajcarii, w Warszawie i w Szklarskiej Porębie. Każdy z wyjazdów to mała historia. A ja, jak wiemy, mam straszliwą sklerozę, i nie pamiętam nawet co było tydzień temu. Więc.
W Wiśle jechałam wąską szutrową drogą w ciemności i miałam nogi jak z waty.
W Szwajcarii pomyliłam stację docelową pociągu ze stacją na której miałam wysiąść i zorientowałam się 5 stacji za daleko. Na odprawie bagażowej byłam 3 minuty przed zamknięciem.

To wszystko wygląda jakbym głównie robiła miłe rzeczy, jadła dobre rzeczy, wyjeżdżała i jakby wszystko mi się udawało. Tak byłoby idealnie, ale przecież w życiu nie może być zbyt łatwo i jak się raz udało to nie znaczy, że drugi raz się nie przewrócisz na motocyklu na tym cholernym slalomie. Poza dobrymi rzeczami dorobiłam się, zupełnie nie wiem kiedy, wysokiego poziomu stresu, chociaż moje życie teoretycznie nie jest bardzo stresujące. Dorobiłam się braku kontroli nad swoim czasem i mam wrażenie, że poza pracą, nie jestem w stanie zrealizować od początku do końca żadnego większego przedsięwzięcia. Jak bardzo bym nie próbowała, zawsze wydarza się życie, zmiana priorytetów, chore koty, praca po godzinach, przeziębienie i inne wypadki losowe. A do tego mam wrażenie, że wszystkie pomysły, projekty i postanowienia z chcę w mojej głowie zamieniają się w muszę, a dalej jest tylko równia pochyła w dół.

W związku z czym zaczynam rok bez konkretnych postanowień, bo, niestety, aktualnie, mam taki chaos w głowie, że ciężko mi stwierdzić czego naprawdę chcę. A raczej co poukładać najpierw, żeby się dało poukładać co innego.

Na pewno chciałabym w końcu zrobić rękaw i kupić nowy rower. A poza tym mam nadzieję, że ten bajzel jakoś w końcu się poukłada, jak u Clarka Griswolda, czego i wam życzę w 2017 🎉

image

Moving from Solr 3.x to Solr 5.5.x

I have spent a few days trying to translate the configs from a Solr 3.x instance to Solr 5.5.x. The process was a bit devastating and consumed a lot of time. I did a lot of googling and browsing the documentation but I haven’t found one place with all the information essential to get things going. This is a summary of what I have done and what might be helpful for others. Let’s go!

image

🚀 solr.xml

TL;DR
Remove everything and use the default solr.xml found in $SOLR_HOME for the new version.

There are multiple changes to the solr.xml file. Solr has introduced cores autodiscovery so all <core> definitions can be removed. More on cores autodiscovery in the next step. The server persistency flag persistent=“(true|false)” has been deprecated and have to be removed. Cores with proper config files will be persisten by default.

🚀 Cores

Copy old core(s) configuration directories into $SOLR_HOME.

By default this will be the directory where solr.xml resides. For each core configuration copy the old directories to the $SOLR_HOME. The database data folder can stay the way they were in the old version, you will specify it’s folder later on.

Create an empty core.properties file in the main core directory.

By default solr will only autodiscover the cores which have the file present. The file has to exist and can be empty. The created core will have the same name as the directory the file is in. If you want to change it’s name or add other configuration options place them separately in each line in a simple key=value manner. It is explained quite well in the solr documentation. This is the place you should define the data directory for each core if it is not inside the core configuration directory.
E.g. config with a core name and data directory defined:

name=tobacco
dataDir=/var/solr/db/core_name

In the conf/solr.xml file remove all occurances of enablePositionIncrements with arguments.

The parameter has been deprecated in Solr 4 and can’t be used. If you happen to need this setting you should take a look at this thread on Solr jira.

Remove all definitions of fields for older versions of Solr.

The fields are usually documented with comments about consistency with older versions. I had to remove all this from my schema.xml to get my instance working:

<fieldType name="pint" class="solr.IntField"/>
<fieldType name="plong" class="solr.LongField"/>
<fieldType name="pfloat" class="solr.FloatField"/>
<fieldType name="pdouble" class="solr.DoubleField"/>
<fieldType name="pdate" class="solr.DateField" sortMissingLast="true"/>

<fieldType name="sint" class="solr.SortableIntField" sortMissingLast="true" omitNorms="true"/>
<fieldType name="slong" class="solr.SortableLongField" sortMissingLast="true" omitNorms="true"/>
<fieldType name="sfloat" class="solr.SortableFloatField" sortMissingLast="true" omitNorms="true"/>
<fieldType name="sdouble" class="solr.SortableDoubleField" sortMissingLast="true" omitNorms="true"/>

Change luceneMatchVersion in solrconfig.xml file to the solr version you have installed.

The core won’t work if the luceneMatchVersion won’t be changed to… match the current solr version. So for me it was 5.5.0.

Change directory ownership.

Check if all the cores directories belong to the solr user and change the ownership with chown -R solr: $SOLR_HOME

🚀 First run & debugging

After making all these changes run your newly created instance or restart it if it was already running and go to admin to check that your cores were loaded. If they were not loaded and you can’t seem to find any information on what has happened try loading the core manually from the admin. It should show you the errors with core initialization with the erroring files specified.

🚀 HTTP requests to the Solr server

In the code making requests to Solr you will need to remove all ContentType definitions. Solr 5 doesn’t accept passing ContentType in GET as well as POST requests.

🎉 All set!

This is it, let me know if you had any other problems and I will happily add more information. It seems Solr is not a pleasant piece of software at times 😎

RTFM

Wydawałoby się, że jak ktoś potrafi coś sobie sam uszyć to z pewnością posiadł wiedzę tajemną na temat krojenia ubrań, tkanin, naprawy odzieży, czy chociażby tego jaki wykrój pachy wygląda dobrze do danego typu sukienki i jak do niego zrobić podkrój pachy. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Ze wszystkich rzeczy, które uszyłam w ciągu ostatnich 15 lat (nie było ich tak znowu wiele) została tylko jedna – źle wykrojona, z nieodpowiedniej tkaniny, ale przynajmniej ładnie obszyta 😉

image

Przy jakiejś tam wprawności mniej więcej wiadomo jak zszyć dwa kawałki materiału, żeby nie wyglądały jak wyciągnięte psu z gardła, ale nadal spódnica, która z zewnątrz wygląda super, od środka bardziej jak po spotkaniu z chomikiem sąsiadki. Dużo trudniej jest określić jaki rodzaj materiału jest potrzebny na uszycie sztywnej spódnicy z kontrafałdami, jaki na sukienkę na lato (i, żeby się ta nieszczęsna podszewka nie przyklejała do ciała i nie darła). Jakim ściegiem powinno się szyć tkaninę X w miejscu Y. Obszywać czy nie? Dodawać podszewkę czy tylko podszyć lamówką? Wszywanie suwaka to jest zawsze trochę loteria. Będzie to wyglądało po ludzku? A może raczej doprowadzenie brzegów do normalnego stanu będzie wysiłkiem porównywalnym do pływania w rzece Ankh? Czy sukienka po pierwszym upraniu nie skurczy się ani nie podrze (been there done both)?

I oczywiście nie jest tak, że tego wszystkiego nie da się nauczyć poprzez praktykę – nasze babcie na pewno nie miały dostępu do tylu materiałów na temat szycia co my teraz. Wszystkie nieudane produkcje odzieżowe oczywiście czegoś mnie nauczyły. Nie wszystko też da się przeczytać w poradnikach, podręcznikach i instrukcjach do wykrojów – trzeba po prostu zrobić kilka podejść, wiele rzeczy wychodzi w praktyce. Ale, trochę tak jak w programowaniu, musiałam się te kilka ładnych razy nieprzyjemnie przekonać, że warto zainwestować czas na dokształcenie przed rozpoczęciem pracy nad konkretną rzeczą. Mam wrażenie, że niektórzy po prostu to robią bo tak nakazano, a inni, cóż, muszą do tego dojrzeć we własnym tempie.

The time is now. Jako dorosła, odpowiedzialna i rozważna (hohooo!) domowa krawcowa mogę radośnie wyrzucić wszystkie źle zaczęte sukienki i zacząć od początku, tak, żeby wstydu przed babcią nie było.

23/06/2014

Podobno już pisałam, że jedyną stałą w moim życiu jest zmienność. Ale ponieważ drugą stałą jest brak wspomnień to mogę spokojnie napisać to jeszcze raz.

W ciągu ostatnich miesięcy najbardziej zrewolucjonizowały i zmieniły mi codzienność dwie rzeczy: rower i parowar. Zbieżność nazw przypadkowa.

Parowar wziął się od dermatologa, który na początku roku nakazał wyeliminować: surowe, smażone, pieczone, sól, cukier, słodycze, krowie mleko i pochodne oraz produkty z pszenicy. I tak się zaczęła przygoda z parowarem, skórze pomogło, pomogło też kilku innym drobnym dolegliwościom. Ja wreszcie nie muszę kombinować ze zdrowy jedzeniem, codziennie mam swoją porcję, która nie jest za mała ani za duża. Czasem jem dziwne dla innych połączenia jak: gotowany bób i jajko na twardo, albo klasycznie warzywa z kaszą. Przebieram w mrożonych mieszankach warzywnych i zawsze mam żelazny zapas. Okazało się przy okazji, że bez serów żołtych i mascarpone da się żyć, a mleko ryżowe spokojnie zastępuje krowie w porannej kawie.

Rower właściwie nie jest nowym dzieckiem w rodzinie, zawsze miałam rower, zawsze lubiłam jeździć, ale w którymś momencie jakoś ten mój górski przestał znajdywać miejsce w mojej rzeczywistości. Sprzedałam jesienią ukochany górski, a wczesną wiosną, kiedy jeszcze się sezon nie miał nawet zamiaru zacząć kupiłam miejski. Taką zwykłą kozę, co to nikt na niej nawet oka nie zawiesi i zaczęło się szaleństwo. Rower w pociąg i do Krakowa. Rowerem do pracy czy +5 czy + 30. Dwa tygodnie bez roweru były męczarnią. Ja nawet śpię z rowerem, a konkretniej rower stoi w pokoju gdzie śpię. Koszyk przy rowerze musi mieć osłonkę i kwiatki. Jak tak można bez kwiatków.
Moja koza trzęsie i telepie, przerzutki się zacinają, koło się odkręca, ale mnie to nie przeszkadza. Nie boję się go też zostawić gdzieś w środku miasta, bo raczej żaden złodziej się nie zainteresuje. Tylko starsze panie się zachwycają nad koszykiem, a taksówkarze radośnie pozdrawiają kiedy naginam koło nich po ulicy. Mnóstwo radość. Mnóstwo szczęście.
Love my bike.

Muszę gdzieś zapisywać te wszystkie nieważne dla innych rzeczy, bo zapomnę kim kiedyś byłam. Mam nadzieję, że się do tego uśmiechnę za rok albo dziesięć 😉

Page 2 of 3

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén

Zdjęcie w nagłówku wykonane przez Maję Miąsek 🖤