Ania Warzecha

DIY blog

Kategoria: nontech Page 1 of 2

Sukienka fartuszkowa

Kilka lat temu zobaczyłam w internecie tę sukienkę i postanowiłam, że muszę ją mieć.

Sukienka pochodzi z kolekcji 2015 ready to wear, Electric Feathers. Jest też aktualnie do kupienia z kolekcji 2019.

W tym tygodniu w końcu udało mi się zabrać z szycie. Tkaninę kupiłam za 20zł na grupie Wrocław Szyje dwa lata temu. Kupiłam też wtedy guziki ale okazało się, że są za małe 😅 oraz, że kupiłam ich… 5. Nie wiem, jak wyliczyłam, że wyszło mi 5 guzików jako odpowiednia liczba 😂 Znalazłam na pintereście schemat sukienki i udało mi się dotrzeć do strony z wykrojem. Odkryłam przy okazji istnienie wielu firm z Rosji, które specjalizują się w tworzeniu i sprzedaży wykrojów na sukienki „z internetu”.

Szycie okazało się bardziej skomplikowane niż się spodziewałam:

  • opis szycia do wykroju był dostępny jedynie po rosyjsku, więc przetłumaczyłam go przez google translate
  • schematy miały opis jedynie cyrylicą po rosyjsku, więc z nich nie rozumiałam nic
  • sam wykrój dla tyłu sukienki miał niewłaściwe wymiary i musiałam go zmniejszać o ponad 10cm, a, że nie czuję się zbyt pewnie przy takich zmianach (bo zawsze zakładam, że to ja popełniłam błąd), trochę czasu zajęło mi sprawdzanie po kilka razy, czy wszystkie kroki wykonałam poprawnie
  • miałam za mało tkaniny i postanowiłam dół uszyć z prostokątów zamiast, jak w wykroju, z ćwierć koła
  • chciałam sobie pomagać instrukcją podlinkowaną do jednej ze stron z wykrojami, i dopiero jakoś w połowie zorientowałam się, że te dwie strony korzystają z zupełnie innych konstrukcji na tę samą sukienkę, więc tylko część kroków się w ogóle pokrywa
  • „experience required” z automatycznego tłumaczenia oznacza, że wykrój nie wymaga jakiegoś doświadczenia, ale jest dla osób doświadczonych 😅

Wyszło jak widać i jestem zadowolona z efektu. Pod zdjęciami moje uwagi i modyfikacje do oryginalnej instrukcji.

Wykrój: Summer dress with an open back z patterneasy.com. Tkanina: koralowa satyna bawełniana, odkupiona na grupie Wrocław Szyje.

Oryginalna instrukcja szycia jest dostępna na stronie patterneasy.

Błędy w orygnalnej instrukcji i wykroju:

  • tył spódnicy należy narysować o 10,5cm węższy, na całej długości
  • paski wszywane na wysokości talii należy na tkaninie ułożyć w poprzek, nie wzdłuż, czyli tak jak na wykroju, inaczej niż na schemacie ułożenia (nr 2 na zdjęciu)
  • gors wygodniej się szyje jeśli się go odrysuje, a następnie odwróci się go w taki sposób, żeby wierzch i tył były całością (nr 1 na zdjęciu)
  • nie znalazłam informacji co należy podkleić, podkleiłam flizeliną paski na ramiona i plecy, w całości, na wierzchnich elementach, i całą wierzchnią warstwę pasków przednich i tylnich w pasie, żeby się nie rozciągały
  • nie robiłam widocznych szwów na wierzchu pasków, jakoś mi one nie były potrzebne do szczęścia… a jeszcze bym je krzywo przeszyła i byłoby brzydko 😛

Nie chcę pisać wszystkich kroków jakie trzeba wykonać, bo nie jestem przekonana, że wyszłoby to lepiej niż instrukcja z google translate z rosyjskiego na angielski, ale brakowało mi ogólnego zarysu co w jakiej kolejności trzeba zrobić i jaki jest oczekiwany efekt po każdej z części. Takiego ogólnego zarysu pt: teraz szyjemy górę i pod koniec tego działania powinnaś mieć X wyglądające Y. Żeby przynajmniej było widać kiedy się popełniło błąd.

Kolejność szycia:

  1. Jako pierwsze przygotowujemy pętelki i naprasowujemy flizelinę na wszystkie podklejane kawałki
  2. Szyjemy gors
    Pod koniec powinniśmy mieć ramiona w całości doszyte do gorsu i gotowy gors, bez pasków w pasie. Wszystko pozszywane szwami do samego końca tkaniny.
    1. Zszywamy i zaprasowujemy zaszewki.
    2. Zszywamy paski na ramiona i przewracamy na prawą stronę.
    3. Zszywamy je z gorsem.
  3. Szyjemy paski w pasie
    Pod koniec paski w pasie powinny stanowić całość, przyszytą go gorsu od góry i na całej pozostałej długości zszyte od góry, niewykończone i nieprzyszyte do niczego od dołu. Po zszyciu wszystkiego będziemy mieć w pasie długi pasek, dużo szerszy niż nasz faktyczny pas, to dlatego, że w tej sukience w miejscu kieszeni tworzy się „rozetka”, która rozkłada się kiedy rozepniemy guziki, a składa kiedy je na sobie zepniemy. W ten sposób da się sukienkę zdejmować przez biodra. To była dla mnie najtrudniejsza do zrozumienia część wykroju.
    1. Wszystkie części paska zszywamy ze sobą na długości, tak, żeby stanowiły jeden długi pasek wewnętrzny i jeden zewnętrzny.
    2. Przyszywamy wierzchnią i spodnią część paska do gorsu (tu dobrze jest przyfastrygować żeby szwy pionowe były równo z bokami gorsu.
    3. Zszywamy paski wewnętrzne z zewnętrznymi żeby stanowiły dwa zamknięte okręgi.
    4. Wywracamy paski, prawą stroną do prawej i zszywamy po górnej krawędzi. Zaprasowujemy. Gotowe.
  4. Szyjemy spódnicę z kieszeniami
    Powinniśmy na końcu tego kroku mieć spódnicę gotową do przyszycia do górnej części sukienki. Z wykończonymi zapasami szwów bocznych i brzegów kieszeni. Z niewykończonym dołem.
    1. Układamy, zaprasowujemy i przeszywamy fałdy spódnicy.
    2. Przyszywamy worki kieszeni do przedniej i tylnej części spódnicy.
    3. Zszywamy ze sobą worki kieszeni przedniej i tylnej części. Zszywamy ze sobą boki.
  5. Przyszywamy spódnicę do góry sukienki.
    Najpierw prawą do prawej wierzchniej warstwy, a potem tył szyjąc szwem ukrytym w złączeniu przodu z tyłem.
  6. Przyszywamy guziki, obszywamy dół. Gotowe.

Jak gotować i nie zwariować #1

W ciągu ostatnich 3 lat lwią część mojego życia zajmowało jedzenie. Planowanie, przygotowywanie i spożywanie jedzenia. Można powiedzieć, że jest to niezły przykład metody prób i błędów, które w końcu wyprowadziły mnie na jakąś tam prostą. Teraz zdarza się, że znajomi pytają o jakieś szybkie i proste przepisy na obiady, więc postanowiłam to zebrać w jednym miejscu.

To jest wpis o tym jak jeść kiedy:

  • chcemy codziennie mieć swoje jedzenie do pracy
  • chcemy żeby było smacznie i jednocześnie zdrowo
  • nie jesteśmy gotowi jeść 3 dni pod rząd tego samego
  • każdy tydzień jest nieszablonowy i nie możemy sobie pozwolić na pół niedzieli przygotowywania
  • nie chcemy wyrzucać jedzenia
  • robimy zakupy w różnych sklepach i chcemy polegać na produktach podstawowych, dostępnych wszędzie
  • chcemy żeby jedzenie wyglądało nieźle (nie, omlety nie wyglądają dobrze, przestańcie robić im zdjęcia 😂)

Zakupy

Na początku kiedy nie miałam unormowanego systemu zakupów robiłam plany tygodniowe jedzenia i listy zakupów. Przez dłuższy czas przygotowywanie się do przygotowywania (😂) posiłków zajmowało mi więcej czasu i uwagi. Na tym etapie pomocny był planer do wydrukowania. W tygodniach w których moje życie opanowywał chaos wpisywałam sobie dzień zakupów w kalendarz, żeby nagle nie znaleźć się bez jedzenia w domu.

Zakupy można podzielić na dwie części:

  • produkty długoterminowe / sypkie / zdatne do zamrożenia / awaryjne
  • produkty bieżące / świeże / sezonowe

W przypadku pierwszej grupy wypracowałam sobie system zapasów uzupełnianych raz na ok. 3 miesiące. Kupuję wtedy kasze, ryż, mąkę, strączki, orzechy. Robię zapasy z badapak.pl.Jest tam niedrogo, znane jest pochodzenie produktów i odpowiada mi sposób pakowania (w szczelne woreczki strunowe). Sklepów tego rodzaju jest więcej, nie chodzi o ten konkretny ale bardziej o to, że suche produkty zawsze dobrze mieć w zapasie, ale lepiej nie kupować na hurra wszystkich rodzajów kasz, jeśli nie wiemy na pewno, że będziemy je jeść. Dodatkowo staram się zawsze mieć zapas pomidorów w puszkach / przecieru pomidorowego, mleko kokosowe, mrożone owoce, mrożone mieszanki warzywne i jakieś gotowe jedzenie do szybkiego przyrządzenia (u mnie mrożone pierożki do przygotowania na parze). W tej grupie poza robieniem zapasów ważne jest przygotowanie się na sytuacje w której wracamy do domu, lodówka pusta, a my chcemy zjeść coś innego niż pizzę czy chińczyka (sorki, ale nie można jeść pizzy 3 razy w tygodniu i mówić, że się je zdrowo 😇).

W przypadku zakupów produktów świeżych nie robię (już) list zakupowych, ale zazwyczaj kupuję podobne zestawy produktów: pieczywo, dużo warzyw, trochę owoców, ryby, trochę nabiału, jajka, czasem jakieś mięso (poza rybami coraz bardziej rezygnuję z jedzenia mięsa z naciskiem na niegotowanie mięsa). Staram się kupować produkty sezonowo i lokalnie – w październiku kupuję raczej jabłka niż arbuzy, bardziej dynię i brukselkę niż pomidory, które już niestety nie smakują i nie kosztują jak latem. Takie zakupy w założeniu mają starczyć na tydzień. Pieczywo kroję na kromki i mrożę, wyjmuję tylko tyle ile jest potrzebne, rozmrażam w kuchence mikrofalowej. Taka opcja jest też wygodna jeśli mieszkasz z osobą, która nie lubi Twojego żytniego pełnoziarnistego brykietu, i woli białą bułę ❤️ Kupujesz dla siebie i dla drugiej osoby, mrozisz osobno, wyjmujesz porcję dla każdego. Nic się nie marnuje. PROFIT.

Z list zakupowych korzystam tylko przy niestandardowych zakupach, kiedy chcę ugotować coś konkretnego i nie chcę o niczym zapomnieć. Do list zakupowych używam Google Keep, gdzie listy można współdzielić z innymi osobami „z domostwa” 😁

Preferencje smakowe i zdrowotne

Przy “opracowywaniu” swojego menu zdrowych posiłków na codzień ważne jest przyjrzenie się temu co się lubi, a czego nie będzie się jadło. Wiele razy kupowałam banany i robiłam różne podejścia do deserów w oparciu o nie, żeby w większości przypadków wyrzucać je do kosza z podwójnymi wyrzutami sumienia. Smak się trochę zmienia przy zmianie nawyków żywieniowych ale jest jakiś zestaw preferencji, które raczej się utrzymają. U mnie jest tak, że w zupełności uszczęśliwia mnie pizza na spodzie z brokuła, burger bez bułki, lazania z płatami cukiniowymi bez beszamelu czy makaron cukiniowy, ale słodkie wypieki mają być z białą mąką, cukrem, czekoladą i podwójnym glutenem, przy czym po prostu pozwalam sobie na nie zdecydowanie rzadziej. I to jest ok. To się nazywa balans 😇

Jeśli jesteś osobą, która może codziennie jeść to samo, jedzenie Ci się nie nudzi albo nie ma dla Ciebie znaczenia jak jedzenie wygląda – gotuj raz na tydzień czy na 3-4 dni większe zapasy jedzenia. Jesteś szczęśliwą jednostką, jest Ci łatwiej, zazdroszczę! ❤️

Dla mnie jest super ważne, żeby jedzenie było smaczne. Jeśli ugotuję sobie coś nieszczególnie dobrego na dwa dni to z bardzo dużym prawdopodobieństwem, drugiego dnia wezmę pudełko z jedzeniem do pracy, a następnie pójdę na falafela czy innego kebaba, i tyle będzie z domowego jedzenia. Dodatkowo część posiłków mi się szybko nudzi, co w połączeniu z niechęcią do spędzania życia w kuchni powoduje, że jestem przypadkiem beznadziejnym. But fear no more! Nawet dla takich jest nadzieja 💪

Przepisy

Skoro powiedziałam już o preferencjach smakowych to teraz czas na przepisy, a o te tak naprawdę znajomi pytają mnie najwięcej. Gotuję sobie naprawdę regularnie od 3 lat, zaglądam do lodówki, patrzę co mam i przygotowuję obiad w 20-30 minut.

Ale przecież nie zawsze umiałam gotować bez użycia makaronu 6 razy w tygodniu 😀, więc mogę poradzić zaczęcie od:

Moje posiłki obiadowe zazwyczaj wyglądają podobnie. Są węglowodany (ryż, kasza, makaron, ziemniaki) + białko (ryby, mięso, strączki, tofu) + dużo warzyw (na parze, pieczonych, surowych, kiszonych. KISZONYCH.).

Przykładowe posiłki na obiad czy kolację:

  • kasza gryczana + łosoś pieczony + ogórki kiszone / warzywa upieczone razem z łososiem
  • makaron + sos marinara + tofu przyrumienione na patelni i wrzucone do sosu
  • pieczone burgery buraczane z kasza jaglaną + pieczona mieszanka warzywna (wszystko upieczone na jednej blaszce, nie ma się co przemęczać!)
  • ryż + szybki kurczak z warzywami z woka, tu przepis przykładowy, zamiast szparagów można wrzucić świeżą paprykę w paskach, pora (por z woka z sosem sojowym jest pycha!), fasolkę szparagową, groszek cukrowy. Bardzo też polecam stir-frying 101, jako fajną podstawę szybkich dań z patelni. Nie trzeba kupować woka, zwykła patelnia w 100% da radę.
  • szybka tarta: gotowa tortilla pełnoziarnista podpieczona w okrągłej foremce + mieszanka jajek ze śmietaną, z warzywami (na przykład z porem, startą dynią czy burakiem) i serem feta (przyznaję, że to najmniej zdrowa opcja, but still better than 🍕
  • sałatka: roszponka/szpinak/zielenina jakaś + kasza jaglana + kilka suszonych pomidorów i odrobina oleju z pomidorów + warzywa + tofu/ser mozarella i na przykład czarnuszka 🖤, albo inna kombinacja w której jest kasza, warzywa i jakieś białko
  • niby szakszuka: krojone pomidory z puszki podduszone na patelni + wbite 2 jajka + pieczywo (ja doprawiam srirachą i kminem, czasem najpierw podsmażam cebulę i dopiero na to wrzucam pomidory)

We wszystkich posiłkach jakie przygotowuję na codzień ważne jest żeby się dało się je szybko przygotować, łatwo spakować i przewieźć w koszyku na rowerze do pracy.

Podsumowanie

Ten wpis pierwotnie powstał w 2017 i tkwił jako szkic. W założeniu miał być dłuższy o to co np. robić w sytuacjach awaryjnych, jak pić więcej wody itd, ale postanowiłam po prostu obciąć go tu i zobaczyć czy komuś się przyda. Od 2017 u mnie zmieniło się tyle, że jem jeszcze mniej mięsa, a w domu zupełnie przestałam na nim gotować. Pozostałe zasady się nie zmieniły.
Tym wpisem wskrzesiłam koncepcję pisania blogaska, poproszę o doping 😜

Happiness Jar

Jestem chodzącą sklerozą. Nie pamiętam filmów, książek, seriali, zdarzeń, uczuć, ludzi. Nie pamiętam nawet składni języka w którym programuję po powrocie z urlopu 😂 W przypadku zdarzeń z pomocą przychodzi happiness jar. Kilka osób już zaraziłam tematem, więc i krótkie howto się może komuś przyda 🌟

Oryginalna koncepcja happiness jar została stworzona przez Elizabeth Gilbert, autorkę Eat Pray Love.

The HAPPINESS JAR is an almost absurdly simple idea — every single day, at the end of the day, I grab a scrap of paper (the corner of a telephone bill, or a bit of an old to-do list) and I write down upon it the happiest moment of that day. And I put the date on it. And then I fold up the note and stick it in the jar. And that’s the whole practice.

Źródło

 

W tej koncepcji ważne jest docenianie każdego dnia i wyrobienie sobie umiejętności znajdywania dobrych stron w dniach które pozornie wydają się beznajdziejne. Można też zaobserwować na przestrzeni miesięcy i lat co powoduje, że się cieszymy czy mamy dobry nastrój.

Moja koncepcja jest jednak nieco inna, może nawet powinna mieć inną nazwę (?). Mam wrażenie, że trafiłam na nią gdzieś w internecie, ale nie mogę teraz tego znaleźć. W moim słoiku szczęścia są przede wszystkim wspomniania. Są zdjęcia, pocztówki i drobiazgi z podróży. Zdarzają się też i bilety kolejowe, które po wyciągnięciu przypomną mi jakąś wyprawę albo zdarzenie. Słowem wszystko co przypomni mi coś co chciałabym pamiętać.

image

Ja swój słoik napełniam od początku każdego nowego roku, nieregularnie. Pod koniec roku, wyciągam wszystko, przeglądam, nagle okazuje się, że TYLE SIĘ WYDARZYŁO ❤️, wrzucam do woreczka, podpisuję z jakiego jest roku i chowam. Sporo zdarzeń, czy naszych wycieczek jest tylko na zdjęciach na telefonie czy na instagramie, które trochę przepadają zapomniane, albo zagubione między innymi. W związku z tym kupiliśmy już dawno temu drukarkę do zdjęć Canon SELPHY, i co ważniejsze zdjęcia drukuję bezpośrednio z komórki. Koszt jednego zdjęcia to ok 1-1,5zł. Zdjęcia są formatu pocztówkowego i na odwrocie mają nadruk adresowy, więc można wydrukowane zdjęcia wysłać babci 💕

Zdjęcia i pocztówki najpierw wiszą na lodówce, a po kilku tygodniach trafiają do słoika.

image

Zawartość słoika z 2017 roku 🎀

Tak prowadzony słoik spełnia dwie role:

  • dokładnie wiadomo co zrobić z każdrym drobiazgiem, pocztówką, biletem na koncert, słowem wszystkim co ma jakieś miejsce w naszych głowach ale nie ma sensu tego trzymać na wierzchu i nie musimy więcej przekładać tego z miejsca na miejsce zanim z wyrzutami sumienia tego nie wyrzucimy 🙂
  • zapewnia, że wszystko jest zebrane w jednym miejscu, nie trzeba się zastanawiać czy kartkę urodzinową od Cioci Kazimiery zachować czy wyrzucić, a cała koncepcja wspiera minimalistyczne podejście do posiadania rzeczy, jednocześnie nie zabijając sentymentów.

Ktoś mi powiedział, że taki słoik brzmi jak coś prowadzonego przez zorganozowaną osobę. Może zorganizowane osoby robią takie rzeczy, ja natomiast po prostu znajduję sposoby na ogarnięcie chaosu 💪

Good bye 2016!

Z moimi zakończeniami roku nigdy nie wiadomo jak będzie. Niektóre są pełne planów i tylko czekam, żeby stary rok już sobie poszedł, a niektóre, tak jak ten, wyglądają jakby nic się właściwie nie działo i jakbym stała w miejscu.

Przeglądam zdjęcia i wygląda na to, że to był rok robienia rzeczy po raz pierwszy:

  • Spróbowałam pływania kajakiem na wyjeździe integracyjnym (gonił nas też łabądź i wpieprzyliśmy się w krzaki razem z dwoma innymi kajakami bo był pościg).
  • Zostałam zabrana na żagle i zrozumiałam, że to nie jest takie samoobsługowe jak mi się wydawało. Dość powiedzieć, że w 2017 planujemy wybrać się na dłuższe żeglowanie ❤
  • W końcu poszłam na biegówki. Nie trwało to długo, wyglądałam cudownie żenująco walcząc z nartami i kijkami, ale miałam mega frajdę, przełamałam jakieś tam swoje ograniczenia bo wybrałam się sama, i chętnie spróbowałabym znowu.
  • Kilka razy w tym roku zostałam niejako zmuszona do stania na rękach (na pole dance i na crossficie). Nogi nad głową robią mi wodę z mózgu i nie wiem czy kiedykolwiek stanie na rękach będzie dla mnie czymś komfortowym, ale odbyłam walkę ze swoimi demonami i nie było to takie znowu najgorsze.
  • Pierwszy raz wzięliśmy kota z dziurą w boku i ta zaraza jest teraz najukochańszą mruczką ever.
  • Spróbowałam ramen i okazało się, że bez sensu się tak przed tym wzbraniałam. Uwielbiam, mogłabym jeść jako niedzielny rosołek. Szkoda tylko, że bulion w moim wykonaniu to przynajmniej 5 godzin 😄
  • Porwałam się na kurs koreańskiego i po 6 tygodniach potrafię coś tam przeliterować w Hangul.
  • Zrobiłam sobie słoik szczęścia, do którego przez cały rok wrzucałam zdjęcia z miłych momentów, drobiazgi z wyjazdów czy rzeczy, które kojarzą mi się z ludźmi. Pocztówka, kawałek liścia ze spaceru czy bilet z koncertu, wszystko ląduje w słoiku. Teraz można to wrzucić do woreczka foliowego, podpisać 2016 i zacząć od początku.
  • Bardzo rzetelnie używałam YNAB i udało mi się po roku walk z budżetem dojść do etapu, że jednak dwie wypłaty spotykają się ze sobą na koncie, a aplikacja twierdzi, że wiek pieniędzy to 54 dni.  
image

Byłam też w Budapeszcie, na Majorce, w Krakowie, w Wiśle, na Mazurach, w Amsterdamie, w Szwajcarii, w Warszawie i w Szklarskiej Porębie. Każdy z wyjazdów to mała historia. A ja, jak wiemy, mam straszliwą sklerozę, i nie pamiętam nawet co było tydzień temu. Więc.
W Wiśle jechałam wąską szutrową drogą w ciemności i miałam nogi jak z waty.
W Szwajcarii pomyliłam stację docelową pociągu ze stacją na której miałam wysiąść i zorientowałam się 5 stacji za daleko. Na odprawie bagażowej byłam 3 minuty przed zamknięciem.

To wszystko wygląda jakbym głównie robiła miłe rzeczy, jadła dobre rzeczy, wyjeżdżała i jakby wszystko mi się udawało. Tak byłoby idealnie, ale przecież w życiu nie może być zbyt łatwo i jak się raz udało to nie znaczy, że drugi raz się nie przewrócisz na motocyklu na tym cholernym slalomie. Poza dobrymi rzeczami dorobiłam się, zupełnie nie wiem kiedy, wysokiego poziomu stresu, chociaż moje życie teoretycznie nie jest bardzo stresujące. Dorobiłam się braku kontroli nad swoim czasem i mam wrażenie, że poza pracą, nie jestem w stanie zrealizować od początku do końca żadnego większego przedsięwzięcia. Jak bardzo bym nie próbowała, zawsze wydarza się życie, zmiana priorytetów, chore koty, praca po godzinach, przeziębienie i inne wypadki losowe. A do tego mam wrażenie, że wszystkie pomysły, projekty i postanowienia z chcę w mojej głowie zamieniają się w muszę, a dalej jest tylko równia pochyła w dół.

W związku z czym zaczynam rok bez konkretnych postanowień, bo, niestety, aktualnie, mam taki chaos w głowie, że ciężko mi stwierdzić czego naprawdę chcę. A raczej co poukładać najpierw, żeby się dało poukładać co innego.

Na pewno chciałabym w końcu zrobić rękaw i kupić nowy rower. A poza tym mam nadzieję, że ten bajzel jakoś w końcu się poukłada, jak u Clarka Griswolda, czego i wam życzę w 2017 🎉

image

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén

Zdjęcie w nagłówku wykonane przez Maję Miąsek 🖤