Zdaje się, że to normalna kolej rzeczy, że blog powoli umiera. Niby mam jakieś pomysły na ewentualne wskrzeszenie, ale za każdym razem zdaje mi się, że to co mogłoby tutaj ewentualnie trafić nijak nie współgra z tym co było tu wcześniej. Jednocześnie nie chcę niszczyć tego bloga, bo jakkolwiek bywał głupi, to jednak na jakimś etapie mojego życia był potrzebny i stanowił ważny jego element.

Życie się kręci, nie mogę usiedzieć w miejscu. Chodzę na salsę, gdzieś mimochodem minęły 3 miesiące zajęć i nawet zaczęłam wierzyć, że nie jestem tylko drewnianą kukłą i, że da się z tego drewna coś wykrzesać.
Studenci w windzie przepraszają mnie za głośną muzykę – czuję się staro. W knajpie proszą mnie o dowód – jestem w szoku, czuję się młodo.
Poszłam na prawo jazdy kat. A. Chcę ścigacza. To się źle skończy. Niech ktoś potem pierze regularnie moją białą kanapę 😉
Poleciałam z mamą i siostrami do Mediolanu, pierwszy tego rodzaju wypad gdziekolwiek. Moja mama doprowadza mnie na skraj irytacji, ale i tak jest 100 razy lepiej niż było kiedyś. Miałam plan, żeby pojechać z nią na wakacje, ale to się po prostu nie może udać 😛